Umowa pożyczki z siostrą to nie zawsze ochrona
„Na koncie były wspólne pieniądze. Dziś ich nie ma. A mąż mówi: spokojnie, wszystko legalnie — oddałem pożyczkę siostrze.”
Brzmi znajomo? To jeden z najczęstszych scenariuszy, które pojawiają się przy rozwodzie i podziale majątku.
Nagle okazuje się, że:
- wspólne oszczędności zniknęły,
- konto zostało wyczyszczone,
- pojawia się umowa pożyczki podpisana z członkiem rodziny,
- jest nawet zgłoszenie do urzędu skarbowego,
- a druga strona twierdzi, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem.
I wtedy pada pytanie:
Czy da się jeszcze odzyskać te pieniądze?
Tak. Ale trzeba działać mądrze.
Sama umowa nie zamyka sprawy
Wielu ludzi zakłada, że skoro istnieje papier, to sprawa jest przegrana. Nie. Sąd nie ocenia wyłącznie tego, czy istnieje dokument. Sąd bada przede wszystkim:
- kiedy ta umowa została zawarta,
- czy wcześniej rzeczywiście istniała taka pożyczka,
- czy były wcześniejsze przelewy,
- czy pieniądze faktycznie trafiły do tej osoby,
- czy pożyczka była realna, czy tylko „na potrzeby rozwodu”,
- czy środki rzeczywiście wróciły do wierzyciela,
- czy cała sytuacja po prostu ma sens.
Bo bardzo często takie „rodzinne pożyczki” pojawiają się dopiero wtedy, gdy zaczyna się rozwód. I wtedy sąd patrzy na nie wyjątkowo uważnie.
Roztrwonienie majątku wspólnego też podlega rozliczeniu
To bardzo ważne.
Nie jest tak, że wystarczy wypłacić pieniądze i problem znika.
Orzecznictwo jasno wskazuje, że każdy z małżonków może żądać rozliczenia nieuzasadnionego zbycia albo roztrwonienia składników majątku wspólnego. Takiemu roszczeniu może służyć nawet podstawa odszkodowawcza z art. 415 k.c., jeżeli działania drugiego małżonka były celowe i prowadziły do pokrzywdzenia drugiej strony.
Każdy z małżonków może żądać rozliczenia z tytułu nieuzasadnionego zbycia i roztrwonienia przez drugiego małżonka składników majątku wspólnego. To oznacza, że sąd może potraktować te pieniądze tak, jakby nadal istniały — i odpowiednio rozliczyć je przy podziale majątku.
Najczęstszy błąd?
Czekanie. Ludzie często myślą:
„to tylko chwilowe”
„na pewno odda”
„nie będę robić awantury”
A potem:
- konto jest puste,
- dokumenty znikają,
- historia bankowa się komplikuje,
- świadkowie nagle „nic nie pamiętają”.
I wtedy zaczyna się bardzo droga walka.
Co trzeba zrobić?
Przede wszystkim:
- zabezpieczyć historię rachunków,
- ustalić przepływy pieniędzy,
- sprawdzić daty przelewów,
- zweryfikować dokumenty,
- przeanalizować realność tej pożyczki,
- ustalić, czy nie mamy do czynienia z czynnością pozorną.
Nie każda umowa pożyczki jest prawdziwą pożyczką. Czasem to tylko źle przygotowana tarcza ochronna przed podziałem majątku.
Dokument nie zawsze wygrywa
I to warto zapamiętać.
Czasem właśnie dokument przegrywa.
Bo został sporządzony:
- za późno,
- zbyt idealnie,
- zbyt wygodnie,
- dokładnie wtedy, gdy pojawiło się widmo rozwodu.
Sąd naprawdę to widzi. I bardzo często zadaje jedno proste pytanie:
Dlaczego wcześniej nikt o tej pożyczce nie mówił?
Na to pytanie nie zawsze da się dobrze odpowiedzieć.
Prawo to nie tylko przepisy.
To także strategia.

Mój komentarz
Przy rozwodzie nie wygrywa ten, kto pierwszy coś wypłacił.
Wygrywa ten, kto potrafi to udowodnić. Dlatego jeżeli widzisz, że pieniądze znikają, a nagle pojawiają się rodzinne „pożyczki” — nie czekaj. Bo później odzyskanie tych środków bywa znacznie trudniejsze.
— Maja Gidian, adwokat