„Pani Mecenas, ja nie chcę ugody. Ja chcę sprawiedliwości.”
To jedno z najczęstszych zdań, które słyszę przy sprawach o podział majątku. I bardzo często odpowiadam wtedy:
Do sądu nie idzie się po sprawiedliwość. Do sądu idzie się po wyrok.
A wyrok nie opiera się na emocjach, tylko dowodach. I to właśnie tutaj większość ludzi popełnia największy błąd.
Zawsze najpierw próbujemy rozmawiać
Zawsze.
Najpierw rozmowa.
Najpierw negocjacje. Próba ugody.
Bo dobry prawnik nie zaczyna od wojny, tylko od strategii.
Bardzo często sama zachęcam drugą stronę, żeby wzięła swojego pełnomocnika.
Dlaczego?
Bo kiedy adwokat rozmawia z osobą bez pełnomocnika, ta osoba z góry czuje się słabsza.
Nie zna procedury. Nie rozumie ryzyk. Nie wie, co jest realne, a co tylko emocjonalnym oczekiwaniem.
Dopiero gdy po obu stronach są pełnomocnicy, zaczyna się prawdziwa rozmowa.
Ale wszystko zależy od tego:
jakiego adwokata druga strona wybierze
I to naprawdę zmienia wszystko.
Są prawnicy od negocjacji i są prawnicy od składania pozwów.
To nie jest to samo.
Dobry negocjator potrafi:
- rozmawiać tygodniami
- zmieniać warunki porozumienia
- cierpliwie przekonywać strony
- prowadzić trudne rozmowy
- wyłączać emocje
- doprowadzić do ugody, nawet gdy sytuacja wygląda źle
To wymaga czasu, wytrwałości i doświadczenia.
Niestety wielu prawników tego nie robi.
Wolą proces. Bo łatwiej napisać wniosek o podział majątku i czekać na termin rozprawy niż prowadzić trudne negocjacje przez wiele tygodni.
Proces jest prostszy organizacyjnie. Negocjacje są trudniejsze.
Na długim procesie sądowym najwięcej zarabiają adwokaci – klient najczęściej traci
To brutalne, ale prawdziwe. Proces sądowy to nie tylko pieniądze.
To również lata stresu, niepewność wyniku, brak kontroli nad terminami, rozprawy wyznaczane przez sąd, pierwsza instancja, a potem druga, kolejne opinie biegłych, kolejne koszty, kolejne emocje.
W negocjacjach to my kontrolujemy sytuację.
My decydujemy kiedy rozmawiamy, na jakich warunkach, kto uczestniczy, jak wygląda tempo sprawy.
Nie ma też żadnego problemu, żeby pełnomocnicy rozmawiali bez bezpośredniego kontaktu stron.
To często ratuje ludzi psychicznie. Bo nie każdy rozwód wymaga kolejnej wojny.
Kiedy warto walczyć w sądzie?
Są sytuacje, w których ugoda nie ma sensu.
Na przykład gdy:
- druga strona ukrywa majątek
- wyprowadza pieniądze
- działa nieuczciwie
- składa absurdalne propozycje
- nie negocjuje w dobrej wierze
- liczy wyłącznie na zmęczenie przeciwnika
- mamy bardzo mocne dowody i wiemy, że procesowo stoimy dobrze
Wtedy sąd bywa konieczny. Bo ugoda nie może oznaczać zgody na oszustwo.
Kiedy trzeba przestać walczyć?
Najczęściej wtedy, gdy klient nie chce wyroku — tylko zemsty. To najgorszy doradca procesowy.
Bardzo często słyszę: „ale przecież sąd zobaczy, że mam rację”
Nie. Sąd niczego takiego nie „zobaczy”. Sąd oceni to, co zostało udowodnione.
Jeżeli nie masz przelewów, faktur, historii rachunków, wiadomości, dokumentów, wiarygodnych świadków, to nie masz wygranej sprawy.
Masz przekonanie, że ją wygrasz. A to za mało.Nawet jeśli obie strony wiedzą, że mówisz prawdę.
Bez dowodów sąd uzna Twoje twierdzenia za nieudowodnione. I sprawę przegrasz.
Nawet jeśli moralnie masz rację.
Największy błąd
Zakładanie, że prawnik „załatwi sprawę”, nawet jeśli materiał dowodowy jest słaby.
Nie załatwi. Prawnik nie robi cudów.
Prawnik pracuje na tym, co dostaje.
Dlatego tak często powtarzam:
nie każdy spór trzeba wygrać w sądzie, ale każdy trzeba dobrze rozegrać.
Czasem najlepszym zwycięstwem nie jest wyrok, tylko dobrze podpisany akt notarialny.

Mój komentarz
Najbardziej niebezpieczny klient? Ten, który mówi: „pójdę do sądu po sprawiedliwość”
Najbezpieczniejszy?
Ten, który pyta: „co będzie dla mnie strategicznie najlepsze?”
Bo podział majątku to nie konkurs racji. To gra o pieniądze, bezpieczeństwo i przyszłość. I właśnie dlatego najpierw trzeba myśleć, a dopiero potem walczyć.
— Maja Gidian, adwokat